Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karate. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karate. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 sierpnia 2016

Ten Pan

Był piękny, młody, inteligentny i silny. Trenował karate. Bardzo trenował karate. Nazwijmy go więc Karateką. Ja go chciałam. On mnie nie. To znaczy nie wiem do końca czy nie, tak samo jak nie wiem, czy on wiedział, że ja go chcę tak naprawdę. Może gdybyśmy po prostu porozmawiali... Ale nie porozmawialiśmy. Miał dziewczynę. Gdy na nich patrzyłam, nie wierzyłam. Może jednak odrobinkę mu zawróciłam w głowie? I dlatego nie mógł się na niej wtedy skupić? Na jego temat powstało kilka wierszy. Tysiące esemesów. I dwa maile. To pierwszy wiersz... lekki, łatwy i przyjemny, jak początek naszej znajomości, w której do końca zwracaliśmy się do siebie per "Pan" i "Pani".

Ten Pan

ten pan taki sam
choć dłoń jej w dłoń jego wpleciona
ten pan taki sam
wzrok daleko i twarz zamyślona

ten pan taki sam
czemu sam jest ten pan
czy ten pan chce być sam
czy to nie ta narzeczona

ten pan taki sam
choć dłoń jej w dłoń jego wpleciona
ten pan taki sam
wzrok daleko i twarz zamyślona

ten pan taki sam
czemu sam jest ten pan
czy ten pan ma już plan
gdzie jest jego młoda żona

ten pan taki sam
choć dłoń jej w dłoń jego wpleciona
ten pan taki sam
wzrok daleko i twarz zamyślona




środa, 27 stycznia 2016

Dwa światy i jeszcze jeden

Jest sobie osiedle. Mieszkaniowe. Zbudowane na terenach imprezy podmiejskiej. Są więc i stare domki, i nowe domy, i bloki sprzed 30 lat, i te współczesne. Są szkoły rejonowe i jest szkoła społeczna. Jest też klub karate, którego zajęcia odbywają się w szkole społecznej i w lokalnym klubie młodzieżowym.
Dzieci ćwiczą karate dwa razy w tygodniu. Dwa razy w roku jest egzamin na kolejne stopnie kyu. I wtedy w klubie osiedlowym spotykają się dzieci z osiedla i ze szkoły społecznej. A w szatni widać ich rodziców. I tak bardzo widać różnicę, że boli.
Twarze gładziutkie, zmejkapowane, włosy pięknie uczesane, pofarbowane, ultra zawodowo przycięte. Po drugiej stronie kucyki i zupełny brak makijażu. Paznokcie nawet jeśli pomalowane, to raczej krótkie, praktyczne. Kosmyki niesforne, zmarszczki, worki pod oczami. W biegu, prosto z autobusu. Albo klnąc pod nosem, bo wszędzie zaspy i  nie da się dziesięcioletnim fiatem tak łatwo zaparkować. Co innego quasi terenowe bmw – najmodniejszy pojazd w tym sezonie wśród mam ze szkoły społecznej.
Dzieci w butach ecco, kurtkach z zary, z iPadami w torbach. Dzieci w butach po rodzeństwie czy kuzynach, kurtkach z secondhandu, z komórkami sprzed dwóch sezonów. Albo bez komórek.
W dojo, na karateckiej sali ćwiczeń, wszyscy są równi. Wszyscy mają takie same karate-gi. Tam liczy się wytrwałość i wola walki. Czteroletni chłopiec wychodzi zdezorientowany. Za głośno, za duszno, za dużo ludzi. Nie zdaje egzaminu. Ktoś daje mu sok. Po chwili pojawia się mama. Przytula dziecko i mówi, że nic się nie stało, że spróbuje zdawać za pół roku. Chłopiec jeszcze mocniej przytula się do mamy i po chwili śmieje się i powtarza, że będzie zdawać egzamin za pół roku. Przecież nic się nie stało.
Rodzice z osiedla mają szare twarze. Nie rozmawiają ze sobą. Rodzice ze szkoły społecznej opowiadają o zajęciach z hiszpańskiego, z kaligrafii, o wyjazdach w Alpy.
Koniec egzaminu. Dzieciaki wybiegają, rozszalałe, radosne. Wszyscy zdali. Zmęczeni ale szczęśliwi. Zdali! Pierwszy karatecki egzamin w ich życiu.
Jeden chłopiec płacze w szatni. Nie wiadomo dlaczego. Zmęczona matka strofuje go od góry do dołu. Chłopiec prawie wpada w histerię. Ale nikt nie zwraca na nich uwagi. Rodzice z osiedla spieszą się, bo jeszcze tyle trzeba zrobić. Mamy ze szkoły społecznej zabierają dzieci na lody i pizzę.